Translate

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 10.

Rozdział 10.

- Nie prosiłam o ratunek . - Powiedziałam z obojętnością w głosie .
- To mogę cię teraz puścić żebyś spadła , tak ?
- Nie ! Chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu, jeśli mi się coś stanie. - Kiwnął lekko głową i postawił mnie bezpiecznie na schody .
- Dzięki . A teraz wyjdź z mojego domu . - Doszłam do drzwi i je otworzyłam .
- No dobra , jeśli dostanę buziaka na pożegnanie , to już mnie nie ma . - Kolejny raz wysłał mi ten szyderczy uśmiech . Pokazał palcem na swoje usta .
- Nie dostaniesz nigdy , więc możesz o tym zapomnieć . Więc wyjdź zanim wezwę gliny . - Postraszyłam go , choć tak na prawdę nie miałam zamiaru tego zrobić .
- I co im powiesz ?
- Na pewno coś wymyślę .
- Wiesz , nie musisz się trudzić , sam po nich zadzwonię . - Wyjął telefon i wybierał numer , nie sądziłam, że coś takiego zrobi . Byłam trochę przerażona , więc zabrałam mu telefon i krzyknęłam .
- Wynoś się ! Nie rób sobie żartów z takich poważnych rzeczy .
- Dobra nie denerwuj się śliczna , daj mi telefon i spadam . - Wystawił dłoń w moją stronę. Oddałam mu telefon a wtedy weszli moi rodzice .
- A co się tu dzieje ? Dlaczego drzwi są otwarte i co robi tu ten chłopak Kochanie ? - Rodzice zasypali mnie pytaniami a brunet śmiejąc się pod nosem odwrócił głowę w drugą stronę a potem zwracając się do moich rodziców powiedział .
- Dobry wieczór .
- To ja pójdę kochanie , jutro się pobawimy dłużej . - Puścił mi oko na co ja odpowiedziałam wkurzoną miną . Chłopak wyszedł a moi rodzice znów zapytali .
- Co to miało znaczyć ? Co się tu działo ? - Było mi wstyd za niego i to bardzo .
- Nie mam pojęcia , on jest nienormalny . A dziać , to się nic nie działo . - Gdy to powiedziałam poszłam do swojego pokoju . Położyłam się i usnęłam . Obudziłam się rano i spojrzałam na zegarek była godzina 8:00 . Przez chwilę byłam nieświadoma niczego . Ale na szczęście szybko się ocknęłam i skojarzyłam, że dziś czwartek, spóźnię się do szkoły.
- O kurde !
Spojrzałam na telefon, 5 nieodebranych połączeń od Zuzy. Szybko się ogarnęłam i po 10 minutach wyszłam z domu pędząc do szkoły , biegłam ile sił w nogi . Chciałam przebiec przez ulicę, ale było czerwone światło dla przechodniów . Cóż nic nie jechało , więc postanowiłam przebiec , nie zauważyłam samochodu , który jechał rozpędzony po ulicy , a zanim go zobaczyłam było już za późno . Osoba kierująca zahamowała 1 cm ode mnie , miałam wielkie szczęście . Z auta wysiadł brunet . Mimo to , że jeszcze do końca nie byłam obudzona widziałam Mikołaja, to on jest tym niebezpiecznym kierowcą . Ku mojemy zdziwieniu nie śmiał się lecz podbiegł i wypytywał czy nic mi nie jest .
- Nie , wszystko wporządku . Śpiszę się sorry . - Ruszyłam przed siebie .
- Zaczekaj , a gdzie idziesz ?
- Śpieszę się do szkoły , jestem już bardzo spóźniona .
- Podwiozę cię , wskakuj .
- Nie dzięki , dam rade . - Odmówiła , bo nie chciałam pomocy od kogoś takiego . A zwłaszcza po wczorajszej akcji , ale chłopak nie miał zamiaru odpuścić .
- Wsiadaj , samochodem będzie szybciej , a szkoła jest około 2 kilometry stąd , więc spóźnisz się jeszcze na 2 lekcję. - W sumie miał rację , ale moja duma mi nie pozwalała uledz. Postanowiłam więc ....

***********
Jutro lub po jutrze 2 kolejne rozdziały. :-D Miłego czytanie! 
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ :-D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz